5. Elegia Dla Dziada – Z Kamerą Wsród Żuli 2005
October 23rd, 2007
Jak znam Cię szalenie tak w trampkach
Z ranka moja pałka rośnie jak skakanka
Bo wiem że skakać dobrze umiesz
I wszystkie faje do okoła masakrujesz
Jak symunajca rusz dziś ze mną do tańca
Jak wróż Marian dobre rady głosi
Z przestrzeni gdzie na nas dziad jebany donosi
A donosi tylko alko taki z niego falcon
Niskich lotów kurwa motomenda z lichenia
Gdzie skarbów skarbnica kurew zwrotnica
Dupy kurwica i wice wersa wica jak witkacy
Bonifacy facy face twoja brzydka przeruchana przez niejednego
Zwanego znanego z ciskania niezłego zabawy i strawy i wody spuszczanie
Odbytu lizanie faji zginania złych dotyków doznania
Jak znamię na szramie przez jedynego oranie w trzech osobach
Poznanie z poznania zbawiania
droga krótka bo tania ekspansja zalewania lodowania zaczadzania
Kresu Droga drogi kres zwany znany popaprany
Z wymieszanie pomieszany zaczadziały cały
Zostawiam wam wasze nie moje pacynki
Do walenia czadzenia wypicia przepicia
Zrywania zliczania drogówki oznaczania
Z lichenia zmęczenia do stanu niewaszkości doprowadzenia
Przetańczona kwestia lodowania amnestia
Zapomnieć nie myśleć po kiblach zaistnieć
Porobić osłodzić nie jednemu dorobić
Dobre zdanie i wśród ziomali poważanie
Dobrego gustu znanie jajunów ostre ssanie
Colorado mistrzowie ulicznych potyczek,
Właściciele wypastowanych bryczek,
Popatrz kurwo jacy wielcy jesteśmy,
Jak łańcuchy nam świecą, nie jak chujom leśnym,
50 groszy, Nowatorska Lelakia, Masterowa Masakra,
Potęga, technika, z prądem mody pójście,
Dupy zamoczenie tam gdzie wisły ujście,
Jak do trumny pójście, w piździe chuja macie.
WW jak wafelek piękny ładny słodki śliczny,
Miasto kurew i złodzieji, dziwek ulicznych.
Warszawski deszcz chroni gówno jak na dłoni,
Ciężko ruchać dziada Sawe, trza się przebić przez obstawę,
A gówno przyschnięte od wieków zastałe nie jedną blokowało pałę.







